-

FiLiPiNiToSSsss Andere Andere

FILIPINY

Filipiny są baaaardzo ciekawym krajem. Już  nawet z wysokości lotu satelity widać, że musi tam być niezła zabawa.
Dlatego też postanowiliśmy nie ryzykować i wysłaliśmy tam dla was naszych najlepszych ludzi. Specjalistów i rzeźników z dziedzin (od lewej) ostrej najebki we wschodnim stylu (Petro); szalonej balangi z palemką (Wiola) i szeroko pojętego surwiwalu (Tark).
a wszystko pod okiem niedoszłej dziennikarki i niespełnionej fotoreporterki (Mnie:)
No ale wracając do Filipin.. Kraj porozbijany po "tysiącu wysp" (dokładnie 7107). My mieliśmy przyjemność przedzierać się przez 4--> Luzon, Masbate, Panay i (leżeć na) Boracay. 
Generalnie co wyspa to obyczaj i nowa forma (i pojemność) jeepney-a.
jak sami widzicie "jeepney" to taki rasowy "skok w bok" autobusu z jeepem :)
Ta sama sprawa z trycyklem. Co wyspa to inna rozkminka konstrukcyjno-logistyczna.
tutaj mamy np. piękny okaz o 10 osobowej ładowności:) Podjazd pod górkę.. BEZCENNY!

Prócz środków transportu wyspy różnią się od siebie pogodą. Są wyspy, na których wiecznie leje, na których wiecznie wieje i na których wiecznie świeci słońce. Jest też jedna wyspa "koedukacyjna"
 (Boracay), na której z jednej strony wieje (dla chłopaków= dla kite surferów),

a z 2 strony (oddalonej jakieś 500m od pierwszej) tylko świeci słońce, jest mnóstwo knajpeczek; można kupić duperelki; okularki; opalać się i robić selfi roku (dla kobiet= dla dziewczyn surferów).
Ok różnice mamy już za sobą, czas zadać sobie pytanie: "Co łączy te wszystkie wyspy?"
Na pewno najsilniejszą więzią jest zamiłowanie do szeroko pojętego tematu kurczaków. Ze szczególnym wyróżnieniem dla kurczaka:
 - w panierce

- na grillu

- na ringu (tzw. cock fights- walki kogutów)
-i  w skorupce (tzw. "balut")- to właśnie to miejsce na ziemi, w którym z uśmiechem na ustach i kropelką ostrego sosu jedzą kurczęce embriony. gotowane ( bleeeeee)

Śmieszna sprawa z tymi kurczakami, bo przecież jest to kraj (przypomnijmy) wyspiarski! Czyli takiemu sobie przeciętnemu pożeraczowi krabów
i innych potworów morskich
ryby powinny wychodzić oczami
tymczasem takie śniadanie jak poniżej zdarzyło nam się tylko raz..
Kurczakowe łzy ocieraliśmy sobie jeszcze raz ostrygami (chyba 2 zł za talerz;)
i raz chłopaki spacyfikowały pana grilującego kurczaki, żeby im obsmażył 2kg tuńczyka, wyszarpanego z targu
Filipińczycy (prawie tak samo jak kurczaki) kochają  karaoke. Każda szanująca się, rozpadająca knajpa posiada super ekstra sprzęt do uprawiania tego narodowego dziedzictwa.
Dla Europejczyka (tym bardziej wywodzącego się z konserwatywnej Polski) jeden z najbardziej rzucających się w oczy tematów na Filipinach  jest temat "she-male".
Czyli zdecydowanie ulubiony temat naszych chłopaków!:) Na Filipinach całkowicie normalną sprawą jest tzw. 3 płeć. Głównie Transgenderowe kobiety. Chyba "po naszemu" nazwalibyśmy to transseksualiści. Nikt nie widzi tego jako coś "odmiennego" czy "złego" czy "zaraźliwego":).  W szkole podstawowej, w knajpie, w sklepie, wszędzie. Bez krępacji, ukrywania, po prostu i tyle! Tutaj odmieńcami są Ci, którym coś takiego nie leży :P Jak dla mnie GENIALNA żywa lekcja socjologii. Widać jak bardzo wszystko jest względne, jak bardzo nasze postrzeganie zależy od wychowania i społeczeństwa w którym dorastamy..
Na Filipinach (jak i chyba wszędzie) występują 2 główne typy transgenderowych kobiet. Jedne "oscentacyjne", które zachowują się BARDZIEJ niż kobiety (czyli bardziej niż kobiety kręcą tyłkiem, bardziej się malują i w ogóle pchają się pierwsze przed szereg) i takie których naprawdę nawet wytrawnym łowcom kobiet
było ciężko stwierdzić do momentu obnażenia się jabłka Adama, że są super-kobietami (czyli kobietami z fiutem:)

No to teraz parę słów wstępnych. Dla mnie osobiście pierwszą zaskakującą sprawą był Filipiński alfabet. Żadnych bohomazów, żadnych krzaków (jak to w Azjatyckim kraju bywa), tylko litery, nasze litery! Z których jasno i wyraźnie wynikało, że nieźle namieszali w tych stronach Hiszpanie i Amerykanie.
Kolejnym zaskoczeniem był fakt, iż Filipiny są krajem katolickim ok. 85% (a nie buddyjskim jak przystało na rejon Azji).
Przy tak przytłaczających faktach ciężko było się powstrzymać (nawet mi:) i nie zajrzeć do jakiejś historycznej książki (no doobra...do wikipedii:). I zaraz wszystko jasne.. W XVI w. wpada do Filipin Magellan (tak TEN Magellan:) i ogłasza je kolonią Hiszpańską. Około 40 lat po jego przyjeździe rozpoczyna się prawdziwa kolonizacja i chrystianizacja.
Pod koniec XIX wieku, w wyniku wojny Hiszpańsko-Amerykańskiej Filipiny trafiają do wora kolonii Amerykańskich. Oto i cała historia. Hiszpania i Stany roztrzaskały kulturę, wiarę i alfabet Filipińczyków. Szkoda. No ale wiadomo.. nie ma tego złego! Filipiny dzięki swoim zawiłym dziejom i otarciu się o Stany Zjednoczone nie są takie biedne jak się o nich w Polsce opowiada. Bynajmniej nie tak biedne jak Birma, Nepal czy Indie Północne, z których dopiero co wyjechaliśmy. Trochę grosza trzeba tu przywieść, żeby się przespać i najeść (i dawać oszukiwać na każdym kroku:).
W Polsce o Filipinach zrobiło się głośno po tajfunie Haiyan, który przeszedł przez część wysp w roku 2013. Podczas tajfunu zginęło ponad 6 tys. osób. Wiatr osiągał średnią prędkość 300km/h. Jeden z najsilniejszych tajfunów w historii ziemi. Dlatego też spodziewałam się, że nasz wypad na Filipiny będzie bardziej przypominał akcję pomocową niż wakacje.. ale nie.. nikt już tutaj o tamtym tajfunie nie pamięta.. Bo po tamtym tajfunie było jeszcze 60 innych..
Prawda taka, że w wiadomościach średnio co tydzień słyszymy "trzęsienie ziemi w Japonii", "tsunami w Korei", "tajfun w Indiach", "powódź w Wietnamie","wybuch wulkanu w Indonezji", "trzęsienie ziemi w Nepalu".. Tak w tej części świata jest. Kiedyś tam dawno w podstawówce pani z geografii próbowała nam to wytłumaczyć, że płyty tektoniczne, że 4 żywioły, że wulkany, że ocean, że kontynenty i że to wszystko gdzieś tam trzeszczy. No i to "gdzieś tam" to między innymi tu w Azji.
Może zrobię małą wstawkę z definicjami, żebyście się nie zaplątali:
Tajfun- Chińczycy mówią "wiatr z Tajwanu"- to silnie wiejący wiatr w kształcie cyklonu (trąby powietrznej). Wieje i leje. Prędkość wiatru w takim tajfunie może osiągać prędkość do 380km/h. Sam tajfun nie porusza się szybko. Można przed nim „uciekać” jakimś środkiem transportu. Ciężko jednak przewidzieć jaką trasę taki tajfun obierze. W czasie tajfunu zablokowany jest ruch lotniczy i wodny.
Tsunami- przerąbane po całości!- bo to nie deszcz i nie wiatr tylko fala oceaniczna wywołana podwodnym wydarzeniem typu: trzęsienie ziemi lub wybuch wulkanu. Trzeba uciekać jak najszybciej, jak najbardziej wgłąb lądu.
Generalnie tajfuny to nie jest tutaj nic szczególnego.. to  w tej części świta jest norma, a na Filipinach to powiedziałabym "super norma" od zawsze. Nikt się tu tym tematem za bardzo nie podnieca, bo tajfuny zawsze były i zawsze będą.Od stycznia do maja tego roku przez Filipiny przetoczyły się już 24 tajfuny, które były na tyle silne aby dostać swoją nazwę. Dzieląc sobie 24tajfuny/5miesięcy wyjdzie nam.. powyżej 4 tajfunów na miesiąc. Nam też udało się (mimo, że nie był to sezon tajfunów) wpaść na jeden. Nasz nazywał się Mekkhala. 110m/h, 7 mln USD strat. Można sobie nawet o nim poczytać na wikipedii :)

drrrrryyyyńńńńńńńńńń
Koniec zajęć z WOF (Wiedzy Ogólnej o Filipinach)!!
Myślę, że jesteście już gotowi aby pooglądać sobie w spokoju i z jakąś tam świadomością zdjęcia:)

 No to lądujemy.
jedyny taki i nie powtarzalny okaz pływających świń
 i dojechali my do wioski rybackiej:)
wspólnie z zespołem weterynaryjnym (w składzie Magda & Zu:) ustaliliśmy, że to co mistrz surviwalu trzyma w ręce, to pożywienie dla papug
 aaa no popatrzcie.. tutaj też wcinaliśmy jakąś rybkę ( no ale to wioska rybacka, to się nie liczy;) ogólnie to uwierzcie mi królowały kurczaki
widok z naszej rezydencji na kajaki
i sławetna wyprawa kajakowa w dżunglę filipińską (okazuje się, że w naukach przed małżeńskich konieczne jest odbycie takiej wyprawy:)
 o tutaj poniżej proszę jaki okaz wdzierającej się dżungli do kajaka
No nie mogę.. to zdjęcie sprzedaje zaraz do National Geographic pod artykuł:  "Samotnie przemierzyli dżunglę filipińską".. jeden płynął z południa, drugi ze wschodu, a jednak ich drogi skrzyżował los w tym oto miejscu. Nasi rodacy! Duma narodu! Wielcy podróżnicy, chwała na wysokości.

Wielkie mieliśmy plany co do naszej wioski rybackiej ALE..tajfun się zbliżał więc postanowiliśmy uciekać z półwyspu
W porcie oficjalnie ogłoszono stan "tajfunu" i nie mogliśmy już wrócić jako przybyliśmy (czyli łodzią). Na ratunek przyszedł nam (i 50 innym) autobus !:)
No i tu wiadomo.. cała lista historii z autobusu, bo Filipińczycy raczej pokonują większe dystanse super wygodnymi i przestrzennymi łodziami z widokiem na ocean,
a nie ślizgającym się po błocie , przy przepaściach autobusem. I tak jedna połowa autobusu płakała, a druga wymiotowała, w przerwach od powyższych czynności kobiety kierowały wzrok ku niebu i jechały z różańcem.
 Co do mnie... to takie warunki pasują mi duuuuużo bardziej niż bujające się łódki!
(no niestety moja wielka kariera żeglarska poszła się paść! Oficjalnie stwierdzam, iż zapadłam na chorobę morską. Mam nadzieje, że ta wiadomość nie dostanie się w uszy mojej druhny Tereski z HDŻ. Złamałoby jej to serce.)
No ale wracajmy do tajfunu. Co można robić podczas uciekania przed tajfunem?
Ano można porabiać wszystko co związane jest z wodą. Nasze propozycje to:
- iść na wakeboard-a :)
(unikniemy wtedy tłumów;)
- można się bez opamiętania kąpać
-można też bezskutecznie próbować dostać się na gorące źródła
 w efekcie czego załapać się na walki kogutów
i wyszarpać trochę grosza od grubasa! Jeeeee. Grzesiek 2 razy obstawił właściwego koguta! Kto by pomyślał, że chłopak ma szczęście nie tylko do kobiet :)

( na marginesie i w nawiasie: kogut na magicznym patyku treningowym)
generalnie komu nie zaglądniemy na zaplecze, każdy ma gdzieś swojego koguta odbywającego ciężki, jedyny w swoim rodzaju trening, który zapewni mu wygraną:)

Ok tajfun przeleciał.. przeżyliśmy...  czas rozpocząć  nowy rozdział transportowy. O tym chyba jeszcze nie wspominałam, że statystycznie więcej czasu spędzaliśmy we wszelkiego rodzaju transporcie 



i planując transport
niż leżąc pod palmą
lub na palmie
działo się tak ponieważ mieliśmy 2 potężnych transportowych przeciwników
jednym był tajfun, a drugim była (nie uwierzycie) wizyta papieska (Alleluja!:)
czyli tam gdzie przebywał papież tam nie dało się dojechać i nie dało się przespać. Bo wszystko zabookowane na lata świetlne do przodu
Mimo tych wszystkich przeciwności losu udało nam się parę razy uskutecznić całkiem niezły plażing

 i palming
Udało nam się też zaliczyć festiwal w miejscowości o zabójczej nazwie Iloilo
takie tam bansy bansy
jeeeee koniec.. 4 w nocy... ale napisałam!:) 

Pozdrawiają was Dagna i Greg i przyjaciele :)

i Dagna i surferzy też was pozdrawiają:)
i dziadek, który robi ekstra statki z muszelek też kazał was uściskać!:)
straganowa kukurydza z wami !
idę spać..
       ..w oparach satysfakcji, bo oto wydałam dziś na świat kolejny odcinek Dagna&Greg..
          ... posklejałam do kupy parędziesiąt tysięcy literek i dwusetkę zdjęć.. i mam (jak zawszę dziką) nadzieję, że spodoba Wam się ta "posklejanka" i (lub:) zainspiruje Was do podróży!!!

buźka i dobranocka..  i palmy pod poduchy!

1 komentarz:

  1. Wielka jestes nasza pisarko i powsinogo, jak krol Mieszko przemierzasz ta kule, zeby nam pokazac jacy prymitywni jestesmy w tej naszej cywilizowanej Europie. Za to ci OGROMNE dzieki! Po powrocie musimy poswiczyc cyfry rzymskie ;)

    OdpowiedzUsuń