-

Przygotowania do wyjazdu


Prawda taka, że z Grześkiem nie stanowimy żadnego wzorca do naśladowania jeżeli chodzi o etap zwany dalej "przygotowawczym". Zamiast siedzieć na tyłkach popołudniami, po pracy i snuć chociażby palcem po mapie trasę naszego wyjazdu my zajmowaliśmy się:
1. Remontem przedszkola
 
2. Remontem działki nr.1
 
3. Remontem działki nr.2

4. Remontem mieszkania nr 1

5. Odgruzowywaniem piwnicy w mieszkaniu nr 2
6. Stawianiem dachu na działce nr. 1

7. Wygrywaniem konkursu fotograficznego w korpie (P.S. do tej pory żadnej nagrody nie dostałam!!!!!!)

 8. Heblowaniem (czy tam "wyżynaniem" jak to fachowo mężczyźni zowią)

9. Przeprowadzką babci wewnątrz mieszkania nr 1

10. Sferą zdrowotną Dagny

11. Stawianiem ścian na działce nr 1

12. Załatwianie 2 kredytów
13. Relokacja rzeczy między mieszkaniami 1 , 2, 3, 4

14. Porannymi sesjami jogi
Zaś w wolnych chwilach oddawaliśmy się swoim pasją :
 1. Malowaniu
2. Siedzeniu rozkrakiem w samochodzie wypełnionym Castoramą
3. Piciem 1 browara na 4 dni z kumplami, którzy odważyli się na choć jeden dzień dotrzymać nam tempa
4. Robieniem nadgodzin z okazji przekazywania obowiązków
5. Lanczykom z kumpelami
6.Renowacji mebli
7.Pilnowaniu zdrowej diety
8. Pakowaniu "bibelotów" do dwóch pełnych samochodów
9. Odwiedzaniu świętych miejsc aby napełnić się energią niezbędną do wykonania podpunktów 1-8.
No a jak w końcu osiągnęliśmy stan kiedy doba miała już 27 godzin (teoria względności czasu klęknęła w końcu przed nami na kolana ;).  Ekstra 3 wykorzystywaliśmy na planowanie wyjazdu :)))) i papierologię z nim związaną:
A jak zostało nam z 5 minut to spaaaAAAAaaaliśmy.. dokładnie tam gdzie to 5 minut wypadło :)
Tak naprawdę całe pakowanie odbyło się dzień przed wyjazdem. Albo raczej "noc" przed wyjazdem, bo skończyliśmy je o 5 rano:
 

2 komentarze:

  1. Dagna, zapomniałaś wspomnieć, że z braku czasu browar piłaś w szpitalu, na ławeczce, schowana pod drzewem przed lekarzami i innymi ludźmi, którzy mogliby zakłócić ten chill! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama bylam swiadkiem tego rozgardiaszu, a nawet musialam w nim sypiac. Wiem ile trudu WAS to kosztowalo i wiem, ze wy inaczej nie umiecie jak zyc na walizkach, a raczej plecakach. Czapka z glowy za trudy i znoje ktore znosic musicie a raczej chcecie. Ja po tygodniu w przyczepie campingowej wymiekam i odczuwam gleboka przyjemnosc kiedy moge sie zalatwic w swojej lazience na swoim klopie. Niesamowita energia z was emanuje i temu adoruje caly czas ta usmiechnieta mordka! Miss u a lot!!!

    OdpowiedzUsuń